Laver Cup: Europa triumfuje!

Michal
Photo: Laver Cup

Drużyna Europy triumfowała w pierwszej edycji Laver Cup. W ostatnim dniu rywalizacji musieli jednak do końca drżeć o końcowy wynik.

Po dwóch dniach rywalizacji sytuacja Reszty Świata była bardzo trudna. Europa prowadziła bowiem 9-3, a pierwszy zespół zdobywający 13 punkt wygrywa całą rywalizację. Niedziela zaczęła się jednak po myśli zawodników światowych. John Isner i Jack Sock pokonali w meczu deblowym Tomasa Berdycha i Marina Cilicia. Mecz był jednak niezwykle zacięty. Jak na konferencji prasowej przyznał Chorwat, o wyniku zadecydowały pojedyncze piłki, które równie dobrze mogły przechylić szalę na korzyść Europy. Trzeba jednak przyznać, że młodszy z Amerykanów robił wszystko, żeby trzy punkty powędrowały na korzyść drużyny w czerwonych koszulkach. Strata została zmniejszona do 9-6.

Bjorn Borg do decydujących gier singlowych wytoczył swoje najcięższe działa. Jako pierwszy w bój ruszył Alexander Zverev, który za zadanie miał pokonać pierwszą rakietę rywali czyli Sama Querreya. Mimo, że Amerykanin robił co mógł, żeby pokonać Niemca to niewiele mógł zdziałać. Sasza grał bardzo pewnie, a w kluczowych momentach zawsze znalazł sposób na przełamanie rywala. Europejczycy mieli więc ponownie przewagę 6 punktów 12-6. Do zdobycia pucharu brakowało im jednego punktu, a przed nimi były jeszcze mecze dwóch najlepszych zawodników świata.

Zakończyć dzieło miał Rafael Nadal. O przedłużenie szans Reszty Świata walczył z kolei John Isner. Mecz zaczął się niespodziewanie na korzyść niżej notowanego zawodnika, który przełamał lidera rankingu. Amerykanin w niczym nie przypominał zawodnika, który w grze podwójnej miał problemy z backhandem. Wzniósł się na wyżyny, a jak sam później stwierdził był to jeden z jego najlepszych meczów w karierze. Przełamanie, które zdobył pozwoliło mu do końca utrzymać tę partię i szansę na zwycięstwo swojego teamu. W drugim secie zawodnicy przełamali się po razie i doszło do tie-breaka. W nim Isner wzniósł się na absolutne wyżyny nie dając rywalowi żadnych szans. Reszta Świata wciąż żyła – 12-9.

Wszystko rozstrzygnąć się miało w starciu Rogera Federera i nie zawodzącego w tym turnieju Nicka Kyrgiosa. Zwycięstwo Szwajcara oznaczało triumf Europy, z kolei wygrana Australijczyka oznaczałaby konieczność rozegrania mistrzowskiego tie-breaka. I po pierwszym secie zanosiło się na to drugie rozwiązanie. Kyrgios grał po prostu fantastycznie. Zupełnie nie w swoim stylu skoncentrowany był na każdej piłce, a elementy swojego show ograniczył do minimum. W efekcie przełamał rywala już w jego pierwszym gemie serwisowym i nie oddał przewagi do końca. W drugim secie to Federer zaczął od breaka, ale Nick od razu znalazł na to odpowiedź. Doszło więc do tie-breaka, w którym emocje rosły z każdą piłką. Helwet doprowadził jednak do trzeciego seta i było już jasne, że pierwsza edycja Laver Cup rozstrzygnie się w super tie-breaku albo w tym meczu, albo w mistrzowskim.

Federer ściągnął z głów obu kapitanów myśl kogo wystawić do decydującego debla. Zwycięstwo musiał jednak wyszarpać ponieważ Kyrgios ani myślał odpuszczać. To Australijczyk miał zwycięstwo na wyciągnięcie ręki. Prowadził 8-5 i 9-8, ale chyba zawiodła go zbytnia pewność siebie lub po prostu nie wytrzymał presji. Roger wygrał trzy punkty z rzędu i wraz z kolegami z zespołu mógł rozlewać szampana. W rywalizacji Borga z Johnem McEnroe ponownie górą Szwed.

Team World będzie miał okazję do rewanżu za rok na własnym terenie. Ogłoszono bowiem, że w 2018 roku Laver Cup zostanie rozegrany w Chicago.

Autor: Michał Buczek – Redaktor Naczelny

Spodobał Ci się ten artykuł? Polub go na Facebooku