US Open: amerykańska dominacja

Michal
venus new york

Konia z rzędem temu, kto przewidział skład półfinałowych par żeńskiego US Open. Chyba nawet wśród Amerykanów nie znalazło się zbyt dużo takich optymistów.

Istnieje tenisowe życie w USA bez Sereny Williams. Mimo, że wtorek i środa wyłoniły dopiero półfinalistki US Open to wiemy już, że triumfatorką tej imprezy w 2017 roku zostanie Amerykanka. Wszystkie 4 miejsca w półfinałach zajęły bowiem reprezentantki USA.

Jako pierwsza stadion Artura Ashe’a w euforię wprowadziła Sloane Stephens. Niedawno jedyne z czym mogła się mierzyć to kontuzja, a dzisiaj jest już w półfinale US Open. Jej przeciwniczką była Anastasija Sevastova, na którą niewielu stawiało, że może awansować do najlepszej ósemki. Amerykanka potwierdziła, że wraca do wysokiej formy, już niedługo może osiągnąć poziom sprzed kontuzji czym da wiele powodów do radości swoim kibicom. Mecz z Łotyszką nie był jednak łatwy. Po dwóch setach mieliśmy idealny remis ponieważ obie wygrały w stosunku 6-3. W trzecim secie żadna nie potrafiła jednak zdobyć przewagi i kwestia awansu miała rozstrzygnąć się w tie-breaku. Więcej zimnej krwi zachowała wspierana przez kibiców Stephens i to ona wygrała 7-4.

Tego dnia największy kort świata eksplodował radością raz jeszcze. W starciu dwóch mistrzyń wielkoszlemowych naprzeciw siebie stanęły Venus Williams i Petra Kvitova. Mecz ten przebiegał jakby ktoś położył na korcie wielką kalkę i odbił na niej wcześniejszy półfinał. 6-3 dla Amerykanki w pierwszym secie i taki sam wynik dla rywalki w drugim. Kolejny tie-break trzeciego seta i w końcu jakaś mała zmiana. Faworytka trybun wygrywa 7-2. Amerykański półfinał stał się faktem.

Amerykanom było jednak mało. W środę rozegrano kolejne dwa ćwierćfinały z reprezentantkami gospodarzy. O miejsce w półfinałach walczyły Madison Keys i Coco Vandeweghe. Przed drugą z nich stało zadanie najtrudniejsze z możliwych – starcie z Ace Queen czyli Karoliną Pliskovą, liderką rankingu i ubiegłoroczną finalistką. Tym razem mecz nie był aż tak wyrównany jak wcześniejsze ćwierćfinały chociaż pierwszy set trwał dłużej niż mecz Pliskovej w czwartej rundzie. Tie-break padł jednak łupem Coco i to ona była bliżej najlepszej czwórki. Z trasy do półfinału nie zboczyła także w drugim secie, który potoczył się szybciej ponieważ Amerykanka odebrała rywalce podanie i nie wypuściła przewagi do końca.

Teoretycznie najłatwiejsze zadanie do wykonania miała Keys. jej rywalką była bowiem dawno niewidziana na tym etapie turnieju Kaia Kanepi, która przed turniejem była w 5 setce rankingu. Jej miejsce było jednak mylące bowiem przed kontuzją ocierała się ona o TOP 10. Był to najkrótszy z ćwierćfinałów, a Amerykanka pokazała Estonce, że do poziomu najlepszych zawodniczek jeszcze jej trochę brakuje. Po ostatniej piłce tego meczu kibice i organizatorzy mogli odtrąbić sukces. Wszystkie miejsca w półfinałach zajęły bowiem zawodniczki z USA. W decydującej fazie kort Artura Ashe’a będzie pękał w szwach.

US Open – ćwierćfinały gry pojedynczej:
S. Stephens – A. Sevastova (16) 6-3, 3-6, 7-6(4)
V. Williams (9) – P. Kvitova (13) 6-3, 3-6, 7-6(2)
C. Vandeweghe (20) – K. Pliskova (1) 7-6(4), 6-3

Autor: B. M

Spodobał Ci się ten artykuł? Polub go na Facebooku