Australian Open: 20. tytuł Rogera Federera

Michal
znowu roger

Roger Federer nie zamierza spuszczać z tonu i oddawać pola młodszym zawodnikom. Szwajcarski wirtuoz wygrał Australian Open zdobywając tym samym swój 20. wielkoszlemowy tytuł. Po raz kolejny udowodnił, że nie ma dla niego żadnych barier.

W drodze do finału Roger Federer nie miał większych problemów z pokonywaniem swoich rywali. Podobnie jak podczas Wimbledonu 2017 żaden z nich nie potrafił odebrać mu chociaż seta. Jego przeciwnikiem był Marin Cilić, na którego przed rozpoczęciem turnieju niewielu postawiłoby pieniądze. Chorwat prezentował się jednak wspaniale i zasłużenie dotarł do decydującego pojedynku na Rod Laver Arena. Faworytem musiał być jednak Helwet, który na 9 starć z Ciliciem, aż 8 zakończył swoją wygraną.

Początek meczu pokazywał, że Chorwat może mieć podobne problemy z pozostaniem w meczu jak podczas ubiegłorocznego finału na Wimbledonie. Tym razem nie doskwierały mu jednak żadne problemy zdrowotne. Po 14 minutach przegrywał jednak już 0-4 i naprawdę ciężko było znaleźć jakiś pozytyw w jego grze. Dwa pozostałe swoje gemy serwisowe jednak wygrał, ale niewiele wskazywało na to, że nawiąże walkę z utytułowanym rywalem.

Kibice na głównej arenie turnieju zobaczyli jednak odmienionego Cilicia. Opanował on swoje nerwy i od razu starcie stało się bardzo zacięte. Żaden z licznych breakpointów nie przyniósł jednak przełamanie. Chorwat miał nawet szansę na zakończenie seta, ale w 10 gemie nie potrafił wykorzystać setbola. Tie-break też był niezwykle zacięty. Marin na pewno zdawał sobie sprawę, że przegrana w tym secie będzie praktycznie oznaczała koniec tego meczu bo niezwykle ciężko byłoby mu się podnieść. To jednak on lepiej rozegrał tę rozgrywkę i wyrównał stan meczu.

Z tym, że trzecim secie jego gra ponownie straciła na regularności i od razu przełożyło się to na wynik. Szwajcar komfortowo wygrał tę partię 6-3 i był już tylko o krok od swojego 20. tytułu na wielkoszlemowych kortach. Kolejne pół kroku zrobił gdy szybko objął prowadzenie 2-0, a po chwili miał szansę na podwójnego breaka. Chorwat ponownie jednak odrodził się jak feniks z popiołów i wyorzystał przestój Federera. Od stanu 3-1 dla Rogera wygrał wszystkie pozostałe w secie gemy czym po raz drugi doprowadził do wyrównania i przy okazji wprawił w osłupienie wszystkich oglądających ten mecz.

Na nieszczęście Cilicia jego sinusoidalna forma nadal trwała. Po fantastycznej pogonii w czwartym secie przyszedł bardzo słaby w jego wykonaniu set numer pięć. Szybkie 3-0 dla Federera zwiastowało rychły koniec meczu. Nie było podobnego zwrotu akcji jak w poprzedniej partii, ale była za to ucieczka wyżej rozstawionego zawodnika. Tenisista z Bazylei jeszcze raz przełamał swojego przeciwnika i prowadził 5-1. Spotkanie zakończył w 7 gemie posyłając wygrywający serwis. Nie mający nic do stracenia Cilić poprosił jeszcze o sprawdzenie. W 2017 roku challenge Rafy Nadala opóźnił tylko moment celebracji sukcesu przez Szwajcara bowiem Hawk Eye jasno pokazało, że trafił w linie. Tym razem Roger nie czekał na weryfikację i zaczął się cieszyć. Na chwilę musiał ją jednak przerwać, ale po chwili ponownie eksplodowała radość w jego obozie. Podczas odbierania nagrody nie krył łez.

Roger Federer po raz kolejny pisze historię tenisa. Wydawało się, że 14 tytułów Pete’a Samprasa będzie długo nie pobite tymczasem szwajcarski maestro znokautował wynik Amerykanina, którego wyprzedza już o 6 trofeów. Złamał barierę, która działała na wyobraźnię – 20 triumfów w Wielkim Szlemie to niebywały wyczyn. Roger po raz kolejny udowodnił, że słusznie tytułują go jako GOAT – czyli najlepszy w historii. Z kolei Cilić po raz drugi mierzył się z FedExem w finale Wielkiego Szlema i ponownie jak w Wimbledonie 2017 musiał uznać jego wyższość. Tym razem był jednak dużo bliżej wygranej. Za całe dwa tygodnie zasłużył na wielkie brawa, ale niestety w turnieju nie może triumfować dwóch zawodników.

Australian Open – finał gry pojedynczej:
R. Federer (2) – M. Cilić (6) 6-2, 6-7(5), 6-3, 3-6, 6-1

Autor: Michał Buczek – Redaktor Naczelny

Spodobał Ci się ten artykuł? Polub go na Facebooku