Australian Open: zostało ich tylko czterech

Michal
federer ao

Składy półfinałów męskiego turnieju podczas Australian Open są sensacyjne. Możliwe wciąż jest, że zobaczymy rewanż za finał Wimbledonu.

Przed turniejem mało kto odważył się postawić swoją wypłatę na to, że w półfinale Australian Open 2018 zagrają Kyle Edmund i Hyeon Chung. Tymczasem zaskoczyli oni wszystkich i osiągnęli największe wyniki w swoich karierach. Koreańczyk po wyeliminowaniu m.in Alexandra Zvereva i Novaka Djokovicia miał w ćwierćfinale zadanie teoretycznie łatwiejsze. Tennys Sandgren również był jednak rewelacją turnieju i miał chrapkę na kolejne wielkie zwycięstwo po tym jak wyeliminował Stana Wawrinkę. Swój cel zrealizował jednak Chung, który w dwóch setach wygrał dzięki przełamaniom, a w jednym skuteczniej rozegrał tie-breaka.

Edmund z kolei na pewno nie był faworytem w starciu z Grigorem Dimitrovem. Bułgar zagrał kapitalny mecz z Nickiem Kyrgiosem w czwartej rundzie, ale w ćwierćfinale nie był już tak regularnym zawodnikiem. Zawodnik z Chaskowa przewagę osiągnął tylko w drugiej partii po tym jak przegrał seta otwarcia. Później jednak inicjatywa leżała po stronie Brytyjczyka, który dwukrotnie dzięki przełamaniom zapisywał na swoje konto sety numer trzy i cztery. Oznaczało to, że awansował do półfinału kosztem faworyzowanego rywala.

Niewykluczone, że Edmund i Chung spotkają się w niedzielnym finale. Jednak to ich przeciwnicy będą zdecydowanymi faworytami. Brytyjczyk zagra z Marinem Ciliciem, który wyeliminował najwyżej rozstawionego w turnieju Rafaela Nadala. Faktem jest, że od trzeciego seta Hiszpan nie prezentował maksimum możliwości, ale i tak nie wiadomo czy w pełni zdrowy pokonałby Chorwata. W drugiej partii pokazał on, że zasłużenie od długiego czasu jest w TOP 10 rankingu, a w Wimbledonie przegrał dopiero w finale. Grający z grymasem bólu na twarzy Nadal był w stanie wygrać jeszcze tie-breaka w trzecim secie, ale później już nie był w stanie biegać. Przy 2-0 dla Cilicia w czwartej partii Hiszpan skreczował i udał się do szatni.

Z grona głównych faworytów na razie nie zawodzi jedynie Roger Federer. Zaliczył on kolejne trzysetowe zwycięstwo, ale na początku meczu niewiele na to wskazywało. Tomas Berdych prezentował się bowiem znakomicie. Wyszedł na prowadzenie z przewagą przełamania, ale na jego nieszczęście przy prowadzeniu 5-2 nie był w stanie postawić kropki nad i. Zwycięstwo 7-1 w tie-breaku po takim secie wzbudziło w Federerze nowe siły. Przywrócony do żywych Król Roger nie dał już Czechowi kolejnej szansy i kolejne dwa sety spokojnie zapisał na swoje konto. Do obrony tytułu pozostały mu już tylko dwa kroki. Pierwszym z nich będzie starcie z rewelacyjnym Koreańczykiem.

Autor: Michał Buczek – Redaktor Naczelny

Spodobał Ci się ten artykuł? Polub go na Facebooku